Czy dobrze jest potrzebować innych ludzi?

„Aby być kochanym, trzeba stać się osobą, którą da się pokochać, tzn. Samemu umieć kochać. Należy być pokornym, umieć wyciągnąć rękę i otworzyć serce, a także mieć czułe punkty.”

Jakiś czas temu natrafiłem na powyższy cytat w książce Alexandra Lowena. Pokazuje on ciekawy konflikt obecny w dzisiejszym społeczeństwie. Gdzieś w środku każdy chciałby być kochany. Przez siebie, przez osobę z którą jest w związku, lubiany przez grupę w której się obraca. Jednak aby nawiązać bliższe relacje trzeba się otworzyć, pokazać siebie, pozwolić sobie na potrzebowanie drugiej osoby. Jednak z tym może być już ciężej, wiele osób najchętniej przyjęłoby postawę „nie potrzebuję Cię, jestem niezależny”.

Brak czułych punktów postrzega się dziś jako siłę, niewrażliwość bywa podziwiana. Kiedyś inspirowało mnie nastawienie do partnerki w temacie relacji damsko-męskich „chcę Cię ale Cię nie potrzebuję”. Dziś wiem, że zamyka to drzwi do głębszej relacji. Jeśli wejdziemy w relację z takim nastawieniem, po jakimś czasie druga osoba poczuje się niepotrzebna, będzie czuła się niżej, niezależnie czy mówimy o przyjaźni czy związku. A nas – odnosząc się do cytatu z początku – nie będzie się dało pokochać, nawiązać szczerej relacji. Bycie stale silnym i twardym sprawia, że można wejść pod naszą opiekę, ale nie pozwala wejść z nami w szczery kontakt.

Postawa „nie mam czułych punktów”, „nie potrzebuję Cię” to postawa defensywna, która nie pozwala ludziom się do nas zbliżyć. Skazuje nas więc na bycie odrzuconym. Wiele osób buduje wokół siebie takie mury, a później kończy jak więzień we własnym zamku. Idąc za kolejnym cytatem Lowena:

„Osoba, która ze strachu przed odrzuceniem broni się, zamykając się i nie wychodząc ku innym, doprowadza do tego, że zawsze będzie czuła się odrzucona. Nie ma wolnej osoby przywiązanej do postawy defensywnej”.

Bliskie relacje polegają natomiast na otwieraniu serducha, ryzykowaniu, pozwoleniu sobie na potrzebowanie – a to z definicji oznacza wrażliwość, podatność na zranienie. W wielu filmach i książkach można znaleźć powiedzenie że odwaga polega na mierzeniu się z lękiem. Odniósłbym to również do lęku przed odrzuceniem. Łatwo jest być zamkniętym, twardym, niewrażliwym. Odwaga pojawia się kiedy powoli się otwieramy, podatni na zranienie czy odrzucenie, a mimo to odkrywamy kawałek naszego serca. Czasem jest to po prostu ciężkie, trudne i wymaga czasu. A jednak jest to jedyna droga do szczerej, bliskiej relacji.

Oczywiście nie mam tutaj na myśli, aby płakać z błahego powodu, wyznawać partnerowi lub partnerce jak bardzo ich potrzebujemy, że nie możemy bez nich żyć czy opowiadaniu ludziom o swoich słabościach na dzień dobry. Chodzi o świadomość, że każdy z nas ma miękkie punkty i to one sprawiają, że jesteśmy w stanie tworzyć bliskie relacje, potrzebować innych. Bez tego jesteśmy skazani na bycie silnymi, twardymi. A dobrze jest mieć wybór – przez większość czasu być silnym, ale pozwolić sobie również na momenty słabości, aby odpocząć i dać się sobą zająć innym.

Pomimo, że piszę tutaj głównie w formie męskiej, moje przemyślenia kieruję zarówno do mężczyzn jak i kobiet, ponieważ u nich również występuje postawa o której tutaj piszę. Czasami da się to opisać słowami „Chcę z Tobą być, ale nie dam Ci się”.

Odpowiadając więc na pytanie z tytułu. Pozwalając sobie potrzebować innych ludzi, pozwalasz sobie na bliższe relacje z nimi.

Podziel się! Co o tym myslisz?